Czy mniej może znaczyć lepiej?

Po raz kolejny ze wzmożoną siłą do dyskusji prowadzonych wśród polityków, naukowców, prawników i HRowców powrócił temat krótszego tygodnia pracy. A to wszystko za sprawą nowozelandzkiej firmy Perpetual Guardian oraz brytyjskiego związku zawodowego Trades Union Congress (TUC). Obie te organizacje stały się bowiem w ostatnim czasie ambasadorami czterodniowego tygodnia pracy.

Zaskakujący eksperyment

Perpetual Guardian to nowozelandzka firma zajmująca się umowami powierniczymi, testamentami i nieruchomościami, która w tym roku na przełomie marca i kwietnia przeprowadziła eksperyment umożliwiając swoim ponad 230 pracownikom pracę przez 4 dni w tygodniu (czyli 32 godziny zamiast 40 godzin). Ważnym elementem tego doświadczenia, był nie zmieniony poziom wynagrodzenia. Pracownicy otrzymywali zatem takie same pensje, jak wcześniej w przypadku 5-dniowego tygodnia pracy.

Na spotkaniu 2 lutego 2018 podwładni prezesa Andrew Barnesa śmiali się z niedowierzaniem, gdy informował ich o eksperymencie, który zaplanował w związku z przeczytanymi podczas świąt artykułami naukowymi na temat produktywności. Zespoły miały od tamtego momentu miesiąc na przygotowanie się do 4-dniowego tygodnia pracy.  Do badania Barnes zaangażował również naukowców z University of Auckland i Auckland University of Technology, którzy realizowali projekt naukowy.

Wyniki pokazały, że w czasie trwania 6-tygodniowego eksperymentu pracownikom udało się w 4 dni utrzymać produktywność, którą wykazywali się w ramach 5-dniowego tygodnia pracy. Ponadto wśród osób uczestniczących w badaniu spadł poziom stresu, a wzrosła równowaga pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Zaobserwowano również podniesienie się wskaźników w takich obszarach jak: przywództwo i zaangażowanie.

Tak dobre wyniki sprawiły, iż zarząd Perpetual Guardian rozważa obecnie wprowadzenie na stałe 4-dniowego tygodnia pracy.

Brytyjska dyskusja

Na początku września ten sam temat został poruszony również w Wielkiej Brytanii, gdzie związek zawodowy TUC zaapelował do rządu o podjęcie działań w celu umożliwienia ludziom skrócenia czasu pracy za tą samą kwotę wynagrodzenia. Przedstawiciele organizacji twierdzą, że w XXI wieku biznes powinien podzielić się z pracownikami benefitami jakie przyniosły mu najnowsze technologie.

Richard Woodman, partner z londyńskiego Royds Withy King zwrócił jednak uwagę (w wywiadzie dla portalu Recruiter) na trudności związane z przekonaniem pracodawców, że sztuczna inteligencja i inne rozwiązania z obszaru IT mogą stworzyć wystarczające korzyści ekonomiczne, aby 4-dniowy tydzień pracy mógł stać się rzeczywistością. Woodman dodał ponadto, iż niektórzy pracownicy będą bali się, że będą musieli zmieścić pięć dni w czterech, a stres wywołany taką sytuacją może powodować zwiększoną liczbę zachorowań i nieobecności. Tony Goodwin CEO z firmy Antal International podkreślił w tym samym wywiadzie, że w przypadku dyskusji związanych z 4-dniowym tygodniem pracy kluczową kwestią jest efektywność, a zatem realizowanie zadań w inteligentny sposób oraz skupienie się na priorytetach.

Teraz Polska

Według wyników Eurostat należymy do najdłużej pracujących narodów w Europie (zaraz po Grekach i Bułgarach). Podczas gdy Nowozelandczycy i Brytyjczycy dyskutują o 32 godzinnym tygodniu, Polacy realizują swoje zadania zawodowe średnio aż 40,7 godzin w tygodniu (wliczając również osoby zatrudnione na część etatu!). Natomiast badacze Work Economic Forum zwracają uwagę, że dłuższa praca niekoniecznie oznacza większą produktywność, a wręcz może mieć odwrotny efekt. OECD wskazało, że w Niemczech znanych z najwyższej produktywności, ludzie pracują najniższą liczbę godzin – 1,363 na rok. Warto zatem przenieść dyskusję na temat efektywności na polski grunt i zadbać najpierw o to, aby pełnoetatowi pracownicy nie przekraczali standardowych 8 godzin.

Przez |2018-09-25T11:41:14+00:00Wrzesień 25th, 2018|Temat miesiąca|Możliwość komentowania Czy mniej może znaczyć lepiej? została wyłączona